ESCHATO PARADYGMAT SKRYTOŚCI. ULICA ZNACZY. 1993-96
KONARSKIEGO 66/6, JELONKI OS.PRZYJAŹŃ
Kiedy kryptoza nie chce zatykać ust to wybiera adres znaczącOznajmiający. Adres jak początek drogi N’kryptospirali. Długiej oranej drogi. Adres baraka 66/6. W dodatku na czymś co ma niedojrzałe rogi. Pysznie. Mieszkaliśmy w czterech studentów, bo kolega Jezusa uciekł od kolegów z Afryki. Zza ściany. Tak. Na 12 metrach kwadratowych cztery tapczany i na środku kwadratowy stolik. Jeden kwadrat był jeszcze ukryty. Kiedy wszystko nabierało sensu z czasem okazywało się, że mieszkam z kryptoplemiennikiem, kryptoseksualnikiem i właśnie kolegą Jezusa, słuchacza z Hiszpanii, z drugiej grupy, bez obowiązku czyli zgaduję, że z odbieranym kryptoudziałem. Jezus z Hiszpanii prawdopodobnie był jedynym, który nie miał wtedy nic do ukrycia. I mormoni za każdym rogiem. Ale co wtedy nie było krypto? Fin de siècle, de millenium i de walka sił dobra ze złem. Kryptopaństwo, kryptosłużby, kryptointeresy, kryptoedukacja, kryptoukłady, kryptoplan… Czy do dzisiaj się coś zmieniło? Kryptospirala N’city stale się karmi i nakręca.
Baraki były obrzydliwe. Kolory zjełczałe, jakby nigdy nie poprawiane. Farba się łuszczyła i odpadała od ścian, które dodatkowo gdzieniegdzie odginały się starą dyktą. Drgające brudne świetlówki jak z horrorowego szpitala dla wariatów. Śmierdziało potem i nietrudno było wyobrazić sobie historycznych niewolników robotników sprzed pół wieku. Zapachy niewysublimowanej kuchni panoszyły się, mieszały i zostawały pod sufitem. Styl życia otwartych drzwi opowiadał historię zadomowionych od studiów dzietnych rodzin, nie dbających o spokój wypoczynku studentów. Wracało się do nich z konieczności.
Na wiosnę kryptokolektyw różnych narodowości, ale zjednoczonych pod sztandarem koloru jednej skóry zorganizował między bungalowami, w średnio wysokiej trawie ogniska. W sumie nie było co się już kryć. Niemniej jednak. Z jakiegoś powodu jedna karnacja kryła się w mrokach nocy łatwiej. Jak zabawa to zabawa. W chowanego byłoby się głupio bawić, bo byłem jedynym z kilku przedstawicieli plemienia Czerwonych Policzków. Na drugim roku Hiszpan się już nie pojawił, ale pojawił się Jezus na moim nowym T-shircie. W cierniowej koronie między Poison Idea a Pick Your King. Na drugim miałem zielony Daily Leaf na druku gazety. Z kryptomafijnego Copotu, i pierwszego sklepu z martensami. Między innymi właśnie przez te dwa Tshirty ciągle po cichu zaglądali mi w oczy. Pacz bo co znajdziesz. W skrytości dupsko obracali. Ilość nieprzerobionych szczepionych kompleksów była przerażająca. Osoby najbardziej narażone, podobnie poszukujące można było na palcach jednej ręki policzyć. Bez ścisku. Przerażająco, przestrzeń abstrakcyjna niemalże pusta. Kiedy zasadniczość obsadowa, pedagogiczna i merytoryczna w zostaje w końcu podważona, na przód wychodzą teksty kolegów z dużo starszych lat pt: „Jeszcze się to nie rozpierdoliło?” czy „Mafia rządzi chujnię na scenie oporządzi.” Faktycznie nie było specjalnie na co patrzeć. Łomnicki nie żył. A do złomowania pola zepsute. Kryptomafie miksowały się i tworzyły technikaliat i bełkot. Zostawał mało popularny underground. To ta pierwsza decyzja, która determinuje poziom cukru. W Tę czy we w Tę?
Jeden nadęty gwiazdor tak ciężko ukrywał w pozie swoją drewnianość, że palce podświadomie układały się do noszenia przed sobą wyimaginowanego pudełka. Zgadywałem, że drewnianego. Układ rozcapierzonych palców był nazywany „FBI”. Wszyscy oczywiście udawali, że tego nie widzą. A on popełniał najgorszą zbrodnię na ludzkiej kulturze, czyli faworyzował sobie podobnych. Z biegiem lat okazywało się, że kto bardziej drewniany tym bardziej pasował. Kazał po sobie powtarzać tony. Niekiedy popluwał. Trzeba było się odsunąć. Chór śpiewał głodne kawałki o przywileju wyglądu pomalowanego drewna. Próżno organicznie ręce wzniesione ku niebu… Ale jak mówił mały smok przed wejściem: – Drewno nie oddaje. Odda co innego. Z czasem sytuacja nabierała charakteru wyspiańskowości czyli: Ogromnego Wielowymiarowego Teatru Lizania. Wie kto drewno lizał. Co nie? Cukrownia Parzych. Skrytość nie wypracuje talentu, wypracuje aksamitny dźwięk pustego drewna. O komunikacji zapomnij. Jest burkanie, lizanie, powielanie, hałas, sztywne ręce, brzydkie oczy. Męczy samo oglądanie. Skutkowało jak można się domyślać. Ci co przyjmowali kryptokomunię, się zarażali. Nikogo wtedy nie obchodziło, że alchemia wiarygodności zachodzi wyłącznie w określonych naturalnie warunkach. Stanowiska ukrytej, ale pachnącej przyszłości mamiły. Myśl zdaje się nie przychodziła, że od tego oglądania można zgłupieć. Zresztą… być może nic by to nie dało. Ślina ciekła, źrenice się rozszerzały, ciało drętwiało. Ci bez Ducha w innych Jego zabijali.
Zresztą o śmierć w ogóle było nietrudno. Jeden Mor kazał krzyczeć na resztę ciała obserwującego tak, że ci co krzyczeli najgłośniej – oblewali. W dodatku sytuację ułatwiała zaczerniająca muzyka toczących się liż-kamieni. Kto nie kupował tych warunków wylatywał. Gra iluzji, nadziei i ambicji przytrzymywała pozostałych.
Luty 2023
ROZŁOGI 2. TŁUMACZA NIETZSCHE
Skolioza ta kryptoza. Nie tylko w małych, hermetycznych społecznościach czy zawodach jest to sytuacja bez wyjścia. Przyzwyczajanie i zmuszanie do pewnego teatru. Teatru kreowania, rozgrywania i uznawania wymyślonych faktów. Musisz się jakoś ustosunkować. Najczęściej jest to niestety obojętność lub afirmacja. Afirmacja daje profit lepszym stanowiskiem, lepszą rolą. Obojętność jest wtedy wystawiona na poważną próbę. Wielu podpisuje ten ezoteryczny cyrograf i zaczyna produkować lolipopsy, cukrowe konfetti i serpentyny. Pauza? Liżemy i machamy rzęsami.
Dwa miesiące kolejnego roku w czworakach zmusiły do szukania innego lokum. Nieco dalej ale cały pokój dla siebie. Właściwie mieszkanie, bo kryptoplemiennik i kryptoseksualnik zdaje się niezdecydowany w jednej osobie, rzadko się pojawiał. Za to szeregi tysięcy mrówek faraonek. Głównie w kuchni, no bo gdzie za boazeria mógł się znajdować ukryty cukier. Po jakimś czasie nawet zamieszkała ze mną kobieta. Zajęcia, ćwiczenia i próby często trwają do późna w nocy. Więc, żeby dojechać do mieszkania najpierw nocnym na Rozjezdnię przesiadka i pół H przez N’city. Wtedy to przyuważyłem kolesia skórę zdjętego z Daniela Day-Lewisa. Nie dał rady ukryć podobieństwa. Więc po jakimś czasie okazało się, że inni też go kojarzyli. Taka tam kryptozabawa w nocnych: trafi ci się czy nie? Zakładów nie stawialiśmy. Mój Kryptoś okazał się być chętnym kierownikiem, ale jak miał okazję zostawić swoją wspólnotę pod możliwością upgradu swojego statusu. Chyc i już. Nawet wytłumaczenia czy rozwiązania złożonych obietnic i innych dyrdymałów. Pojechał tam gdzie mógł poczuć się swobodniejszy w obydwu kwestiach naraz.
Marzec 2023
GRZEGORZEWSKIEJ PRZY CYNAMONOWEJ
Awansowałem. Znajomy namówił na mieszkanie niedaleko metra. Podobno właściciel to operator telewizyjny znanego oficjalnie plemiennego szatan familijnego reżysera filmowego. Dwa pokoje w amfiladzie w byłej suszarni. Ciepło jak cholera, i sucho. Jak w piekle. Chcesz wyjść, to przez kolegi, chce on do kibla – przez Twój. Nic innego nie da się w pokojach postawić poza plecakiem i materacem na środku. Warunki zrekompensowane niewygórowaną ceną. Ale właściciel niespecjalnie wrażliwy na balans bieli zaoszczędził i napiął się na kryptotradycję tak, że wymalował wapnem ściany i po dotknięciu zostawiały biały ślad. To jakaś choroba z tym bieleniem, wybieliwaniem, kto im to powtarzał w kółko, kto to zaprogramował. Te bielenie, te wybieliwanie. Bielikiem. Orłem siętylko rozłożyć na materacu i leżeć jak na śniegu.
Między pokojami a łazienką z surowych desek zrobiona garderoba, bez drzwi. Takie głębokie półki. Na podłodze wszędzie PCV. Łazienka też w bieli. Już nie pamiętam co tam było, zanim doszedłem miałem biało w oczach. Jakby w drodze ktoś stworzył potencjał wymazywania pamięci po następnym wrażeniu. Bielarnia umysłowa. Wracało się z konieczności, jeśli po drodze się gdzieś nie zaczepiło.
Kwiecień 2023
