ESCHATO PARADYGMAT SKRYTOŚCI. NIEKOŃCZĄCA SIĘ UCIECZKOPOWIEŚ. 2015-23
S.H.E.
Kiedyś coś kręciłem pod Warszawą i odwiedziłem po zdjęciach lokalną galerię. A, że moja mama zawsze chciała mieć obraz z białym domem gdzieś w ładnym naturalnym otoczeniu, a nie miała akurat, wybrałem jakiś, moim zdaniem odpowiedni, z ciepłej południowej przyrody, z cyprysami. I wtedy zobaczyłem ten obraz z kobietą o zdaje się egzotycznej urodzie. Czy właścicielka galerii się tak nazywała, czy malarka, nie pamiętam. Pamiętam tylko nazwisko: Kochańska. Jak ją zobaczyłem, pomyślałem, że jest taka jak ja. Ta ręka. SPokój. Z A duma. Nie mogłem się oprzeć. Od tamtego czasu przypatrywała mi się z każdej ściany kolejnego mieszkania. Tylko jeden taki obraz miałem w życiu, do tej pory.